Data ważności, William Campbell Powell




Co nas czeka za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat? Któż z nas się nad tym nie zastanawiał? Nakręcono wiele filmów o przyszłości, ale czy te „zapowiedzi” się sprawdzą lub sprawdziły? Po części pewnie tak, jednak czy nas ludzi zastąpią Androidy? Pierwszy film, jaki przychodzi mi na myśl to Powrót do przyszłości Roberta Zemeckisa, który to oglądałam zawsze z wypiekami na twarzy i niesłabnącą ciekawością, pomimo tego, że co jakiś czas jest powtarzany w telewizji, to zawsze mam do niego sentyment i chętnie wpatruję się w ekran telewizora. 

Gdy nadarzyła się okazja zapoznania się z piórem Williama Campbella Powella i jego debiutem literackim Data ważności, zrobiłam to bez zastanowienia, jednak z wielkim oczekiwaniem. Czy przedstawiona przez niego wizja przyszłości przemówiła do mnie?

Przenosimy się do przyszłości, mamy rok 2049, zagadnienie bezpłodności to wręcz pandemonium, gdyż mało, które małżeństwo może posiadać własne dziecko. Naprzeciw ich oczekiwaniom wychodzi państwo, a bardziej instytucja Oxted, która to tworzy na potęgę teknoidy. Te roboty są tak idealne, inteligentne, że trudno rozróżnić je od prawdziwych ludzi. Teknoidy to dzieci-roboty, które są aktualizowane średnio, co 2 lata, aby dostosować się wizualnie i intelektualnie adekwatnie do osiąganego wieku. 

Tanya ma 11 lat, pisze pamiętnik do Zorga, ludka z kosmosu, któremu to przedstawia swoje życie. Dziewczynka ma kochających rodziców, jest córką pastora i wydaje jej się, że sama jest człowiekiem. Niestety jak się okaże później, jest całkiem inaczej i Tanya dowie się, że ma niewiele czasu, ma niewiele lat życia, gdyż ogranicza ją data ważności. Jak sobie poradzi z tą informacją, czy uda jej się przetrwać?

Rozpoczynając lekturę Daty ważności, po pierwszych kilkunastu stronach poczułam irytację i stwierdziłam, że nie dam rady czytać tej książki, jeśli będzie nadal pisana w tym stylu, tym językiem. O co chodzi? Mianowicie chodzi o to, że książka to swoisty pamiętnik pisany przez jedenastolatkę językiem dość infantylnym, który najzwyczajniej mnie raził. Na szczęście postanowiłam sobie, że bez względu na wszystko skończę każdą rozpoczętą książkę… i brnęłam dalej. Okazuje się, że zarówno Tanya jak i jej język z czasem ewoluuje i staje się przystępny i prosty w odbiorze. Od tamtej pory nie mogłam się już oderwać od lektury. 

Historia dzieje się na przełomie sześciu lat 2049-2055 i są to bardzo owocne pełne zarówno cierpienia jak i szczęścia lata dla Tany`i. Tanya po wypadku, w związku, z którym dowiedziała się, że będzie żyła tylko do osiemnastego roku życia, postanawia swoje ostatnie lata spędzić bardzo produktywnie, postanawia zawalczyć o swoje marzenia. A jednym z jej największych marzeń jest gra na gitarze. Razem z przyjaciółmi zakłada zespół i grają na różnego rodzaju imprezach. Gdy umiera jej mama, ojciec postanawia walczyć o córkę, nie chce, aby ją zniszczono. To będą ciężkie dni zarówno dla niej jak i jej otoczenia. 

Data ważności to niesamowita lektura, która zmusza do zatrzymania się, przemyślenia własnego postępowania względem najbliższych. Książka wzrusza i porusza, a zakończenie rozsypało mnie maksymalnie. 

Wstęp wcale nie zapowiadał tak dobrej historii i cieszę się, że nie zaprzepaściłam swojej szansy, aby poznać lepiej Tanyę. W historii pomiędzy zapiskami Tanyi można natknąć się na masę wierszy, które jak najbardziej są adekwatne do sytuacji, do przedstawianego zdarzenia. To świadczy tylko o bardzo dużej wrażliwości autora. O świetnym zmyśle obserwacji świadczy również to jak idealnie odwzorował i przedstawił w nieprzerysowany sposób język głównej bohaterki (szczególnie z początku historii). Te pierwsze kilkanaście stron powodowały, że co rusz sprawdzałam, czy to na pewno tę książkę napisał mężczyzna?

Wizja przedstawiona przez autora tak naprawdę nie jest pozytywna. O skomputeryzowaniu wszystkiego, co się da, zastąpieniu człowieka robotem słyszymy już teraz. To, co się będzie działo za te kilkanaście lat, może być jak najbardziej odzwierciedleniem tejże historii.

Data ważności to lektura dla młodzieży, gdyż traktuje właśnie o niej, jednak starszy czytelnik również wiele pozytywnych treści z niej wyciągnie dla siebie.



Moja ocena:


Za książkę dziękuję 

Wyzwania:
Książkowe wyzwanie 2015 - autorem jest mężczyzna | Bukowe wyzwanie 2015 - książka na jeden chaps |

Komentarze

  1. Ze względu na wątek komputerowy, jak i maszyny jestem zaciekawiona:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię młodzieżówki, więc będę mieć na uwadze tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie słyszałam o tej książce i szczerze, jestem bardzo zainteresowana. Choć niekoniecznie lubię te wszystkie lektury science fiction, z obco brzmiącymi nazwami itp, to mam wrażenie, że w tej powieści nie ma z tym problemu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Młodzieżą już nie jestem, ale książka mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie czytam i wrócę jeszcze do twojej recenzji aby porównać wrażenia z lektury :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś przegapiłam tę książkę, a widzę, że zapowiada się ciekawie, w sam raz dla mnie. Postaram się nadrobić jej lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubię wizje przyszłości :D i Twoja recenzja jak zawsze mnie oczarowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa samego zakończenia tej książki, skoro tak na Ciebie Kasiu wpłynęło.

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie przeczytam, ale podobny motyw znam z książki "Beta".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawiony ślad....

Popularne posty