Czarownice z Wolfensteinu. #1. Pierścień i sito, Julia Bernard
Ci,
którzy mnie już znają, wiedzą, że uwielbiam sięgać po literaturę, której
bohaterami są czarownice, anioły, wiły, strzygi, wampiry i temu podobne
postacie. Jak również po książki czerpiące wiedzę z mitologii, szczególnie Słowian.
Gdy tylko przeczytałam blurb na okładce Czarownic
z Wolfensteinu i przeczytałam, że to książka sięgająca do Nawii, w której
znajdzie się również Perun – to nie mogłam przejść obok niej obojętnie.
Tak
naprawdę historia rozpoczyna się dość niepozornie. Amelia, licealistka
posiadająca problemy adekwatne do swego wieku, nie wie nawet, co ją czeka w
niedalekiej przyszłości. Nie wie, że w jej żyłach płynie moc i dziedzictwo
starego rodu Hohenstauf. Nie wie, bo skąd ma wiedzieć, skoro jej matka Martyna
Hohenstauf, sumienny patolog krakowskiego szpitala, dość mocno to przed nią ukrywa.
Martyna wie, co czeka jej córkę i przemiana prędzej czy później nastąpi, jednak
stara się tę myśl odrzucać jak najdalej, jakby wyparcie jej spowodowało
przesunięcie tego wydarzenia w czasie. Wychowuje swoją córkę pod kloszem,
wiedząc, że na każdym jej kroku grozi jej niebezpieczeństwo ze strony wampirów
i Kosiarzy. Gdy przemiana zbliża się wielkimi krokami, Martyna postanawia córkę
zawieźć do swojej matki Adeli. Czy kobietom uda się uchronić nastolatkę?
Autorka
na kartach książki przedstawiła historię niesamowitego rodu chroniącego źródła,
jak również dylematy trzypokoleniowej rodziny kobiet. Martyna i Adela to
niesamowite przeciwieństwa. Martyna, pomimo, że młodsza to zachowuje się jak
podeszła kobieta. Z resztą nie ma się, czemu dziwić, strach o przyszłość córki
doprowadza ją wręcz do szału. Natomiast Adela, jak się okaże ma swoje lata, ale
jest strasznie przebojowa i żywiołowa i wie, że co ma być to będzie, niektórych
wydarzeń po prostu nie można zatrzymać czy cofnąć. Natomiast Amelia jest jak
jej babcia. Po tym, jak dowiedziała się, jakie posiada moce, nie ma w niej
obawy, pragnie ochronić źródło i rodzinę.
Julia
Bernard w pierwszej części cyklu Czarownic
z Wolfensteinu, Pierścień i sito bardzo plastycznie połączyła oba światy,
świat rzeczywisty i ten świat duchów. Fabuła książki jest dość wartka, mroczna,
gdy trzeba. Świetnie nakreśleni bohaterzy, realistyczne wydarzenia, w
interesujący sposób wpisani w to wszystko bogowie słowiańscy, a przede
wszystkim dość ciekawy humor.
Książkę
przeczytałam z wielką satysfakcją i oczekiwaniem na kolejny tom. Historia niesamowicie
wciąga, pomimo niepozornego wstępu.
Moja ocena:
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu
Wyzwania:
Książkowe podróże - Kraków | Rekord 2014 | Polacy nie gęsi... III | Z literą w tle |





Bardzo lubię temat czarownic, a tu taka wysoka ocena. Muszę jej poszukać :)
OdpowiedzUsuńTo mnie zaciekawiłaś, również lubię sięgać po takie książki, a tu widzę, że perełka się szykuje :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się okładka tej książki. Co do samej fabuły, brzmi nieźle, chociaż za czarownicami aż tak bardzo nie przepadam. Mimo to dam szansę tej książce, kiedy trafi w moje ręce.
OdpowiedzUsuńDosłownie "choruję" na tę książkę:) muszę ale to muszą ją zdobyć :)) zazdroszczę, że masz w posiadaniu :))
OdpowiedzUsuńJa sama jestem czarownicą, więc książkę chętnie przeczytam :D
OdpowiedzUsuńBrzmi dość ciekawie, aczkolwiek chyba gustuje w innego rodzaju powieściach.
OdpowiedzUsuńUwielbiam czarownice dlatego jestem bardzo ciekawa tej książki
OdpowiedzUsuńJa ostatnio wolę bardziej życiowe książki, tematyką wiedźm i wampirów etc. ja się już znudziłam :)
OdpowiedzUsuńMam na nią ochotę, od kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź :)
OdpowiedzUsuńLubię takie książki, o ile są dobrze napisane :) Po ten tytuł z chęcią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńFabuła mnie zainteresowała i ta trzypokoleniowa rodzina. Chętnie przeczytam.
OdpowiedzUsuńAż nabrałam ochoty na tę sagę rodzinną, w sumie o czarownicach jeszcze nic nie czytałam.
OdpowiedzUsuń