Atlantyda pod Krakowem, Anna Zając
Tak to jest, jak do władzy dochodzą
ludzie przebiegli i egoistyczni. Ludzie są tacy sami. Dobrzy żyją z boku, a źli
na salonach. Mądrzy i skromni w nędzy, a głupi i pazerni w luksusie.
Atlantyda,
to mityczna kraina, która miała być miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji
zniszczonej przez serię trzęsień ziemi i zatopionej przez wody morskie. Tak
mówi Wikipedia, ale skąd Atlantyda wzięła się w najnowszej powieści Anny Zając Atlantyda pod Krakowem? Jeśli jesteście
zainteresowani zapraszam do mojej oceny.
Przenosimy
się w przyszłość, do 2023 roku do Krakowa. Architekt Daniel Cisowski ma głowę
pełną pomysłów, non stop przychodzą mu coraz to nowsze koncepcje na rozbudowę
Nowej Huty – dzielnicy Krakowa. Jednak od jakiegoś czasu otrzymuje tajemnicze
wiadomości. Raz są to listy, innym razem karteczki znalezione we własnych kieszeniach,
jeszcze innym informacje przekazane
przez osoby postronne. Ma również wrażenie, że ktoś go od jakiegoś czasu
śledzi. Czym dalej wdraża się w informacje, które otrzymuje, tym bardziej
ciekawi go ta tajemnica, która wokół tych wydarzeń się dzieje. Niestety jak się
okazuje, Danielowi grozi niebezpieczeństwo. Poprzez pomijanie prawa przez
Oskara – wspólnika Daniela, ten trafia do więzienia. Daniel dopiero po czasie
orientuje się, że zachowanie jego „przyjaciela” od jakiegoś czasu zmieniło się,
jednak jest już za późno. W więzieniu zaprzyjaźnia się z Rafałem Lewandowskim,
z którym tłumaczy dokumenty wyżej postawionym pracownikom więziennym. Daria, żona Daniela, i ich przyjaciel Paweł
starają się na własną rękę wyciągnąć mężczyznę zza krat. Mężczyzna, aby nie
myśleć o zamknięciu oddaje się sennym marzeniom. Ta autohipnoza doprowadza go
do dość dziwnych wniosków i przede wszystkim możliwości przeniesienia się w
czasie o ponad 120 lat. Czy przyjaciołom uda się wyciągnąć Daniela z więzienia?
Co się stanie z tajemniczymi informacjami, jakie mężczyzna dostawała jeszcze
przed zamknięciem? I przede wszystkim, jak wpłynął mary senne na jego dalszą
przyszłość?
Anna
Zając to autorka bloga o prezentach, która zdobywając swój nepalski pięciotysięcznik
postanowiła zmienić coś w swoim życiu. W czasie macierzyństwa zawalczyła o
swoje „Ja” pisząc książkę o dzielnicy swojego dzieciństwa, w której zostawiła
serce. Z wykształcenia architekt, z zamiłowania twórczyni pokazów
multimedialnych. Ciekawi ją też świat ezoteryki.
Atlantyda pod Krakowem
to niesamowita powieść, która wciąga od samego początku. W książce autorka
zawarła wszystkie swoje pasje. Jest świetnie nakreślony spacer po uliczkach
Krakowa i nie tylko uliczkach, gdyż autorka przenosi nas również w podziemia. Oczywiście
nie zabrakło architekta, jako głównego bohatera. Strasznie spodobał mi się
wątek Apolonii i Józefa i zakopanych skrzyń przed wojną.
Miał wrażenie, że niezmienna jest
tylko świadomość, a to, kim jesteśmy, albo kim się stajemy może zmieniać się
przez całe życie.
Atlantyda pod Krakowem
to sprawnie napisana powieść, w której możemy znaleźć zarówno sensację, trochę kryminału
i wątek miłosny. Te trzy elementy tworzą spójną, przenikająca się całość. Autorka
bardzo płynnie przechodzi z jednego wątku do drugiego, czy z jednej epoki do
drugiej.
Jedyny
niewielki minus to dialogi, które rozpoczęły się gdzieś ponad połową historii. Mam
wrażenie, że niektóre były trochę wymuszone i nie do końca sprawdziły się w
danym miejscu. Jednak to niewielki mankament, gdyż nie wpływa to jakoś mocno na
odbiór lektury. Powieść Anny Zając bardzo dobitnie zwraca uwagę na to, komu
możemy ufać, czy nasz przyjaciel jest faktycznie osobą, której możemy zaufać. Jak
w kulturalny sposób rozstać się z bliską osobą i pozostać z nią nadal w dobrych
stosunkach.
Przypadek to Bóg przechadzający się
incognito.
Atlantyda pod Krakowem
to trochę przewrotny tytuł, którego znaczenie poznajemy dopiero pod koniec
historii. Akcja jest dość wartka, bohaterzy dość dobrze nakreśleni, a sam
pomysł na fabułę dość dobrze przekazany.
Moja ocena:
Za książkę dziękuję portalowi



Kurczę, a już myślałam, że będzie to coś faktycznie o Atlantydzie, bo chętnie bym ten temat zgłębiła albo chociaż poczytała jakąś fabularną w tym temacie. Szkoda ;)
OdpowiedzUsuńChociaż o książce słyszałem wiele dobrego, to nie zamierzam po nią sięgać.
OdpowiedzUsuńZapowiada się nieźle :)
OdpowiedzUsuńTaki literacki spacer po Krakowie to coś dla mnie. Całość zapowiada się bardzo ciekawie, więc będę musiała rozejrzeć się za tą książką.
OdpowiedzUsuńTo mnie zaciekawiłaś, bo patrząc na okładkę, to nie wiem czy bym po nią sięgnęła, a tu taka dobra lektura:)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o tej książce nigdy wcześniej, ale na chwile obecną raczej nie jestem nią zainteresowana.
OdpowiedzUsuńMam podobnie, jak Cyrysia. Na razie mnie do tej książki nie ciągnie, aczkolwiek może kiedyś zmienię zdanie.
UsuńNawet ciekawie, mogłabym przeczytać :)
OdpowiedzUsuńKsiążka fajna, jednak ja dostrzegłam w niej kilka wad.
OdpowiedzUsuńDla mnie samo hasło "Atlantyda" już stanowi pokusę. Kiedyś bardzo interesowałam się tą zaginioną cywilizacją :)
OdpowiedzUsuńBrzmi ciekawie. Tytuł jest intrygujący, więc zainteresuje się tą książką :)
OdpowiedzUsuń